Legendy świdnickie. O spalonym domu

Dawno temu, w wyniku pożaru zginęli wszyscy mieszkańcy kamienicy przy ulicy Spółdzielczej. Po latach ich duchy zaczęły nawiedzać budynek. Czy udało się je przepędzić?
Legendy świdnickie. O spalonym domu /fot. wikipedia.org

Dawno temu w środku nocy, a dokładniej o godzinie 00:15 spłonął jeden z domów przy ulicy Spółdzielczej. Wszyscy zginęli w pożarze, poza jednym chłopcem o imieniu Wiktor, któremu udało się wyskoczyć z okna. Przez wiele lat budynek po tym zdarzeniu stał pusty.

Zobacz też: Legendy Jaworzyna Śląska. O powstaniu miejscowości

Po kilku latach odremontowano dom i wprowadziły się do niego nowe rodziny, jednak każdego dnia o godzinie 00:15 pojawiały się dusze osób, które zginęły przed laty w pożarze, straszące nowych lokatorów. Wiele osób próbowało rozprawić się z duszami, które nawiedzały budynek, jednak nikomu się to nie udało i przy starciu zapłaciło za to swoim życiem. Jedyną osobą, która była w stanie coś zrobić był ocalały w pożarze Wiktor. Chłopak posiadał pewien pierścień, który potrafił przepędzać złe moce, lecz można było z niego skorzystać tylko w pokoju dozorcy na drugim piętrze. Mieszkańcy budynku poprosili więc Wiktora o pomoc.

Chłopak przygotował się bardzo dokładnie do zadania, które miało przynieść spokój lokatorom od duchów. Wziął ze sobą latarkę, piorunochron, miecz oraz najważniejsze – pierścień. Przed północą wybrać się ze wszystkim w zbroi na drugie piętro, jednak jak się okazało drzwi były zamknięte, a klucz do nich znajdował się w piwnicy w skrzyni. Aby otworzyć wieko trzeba było wypowiedzieć dobrze znane Wiktorowi hasło: Śmiertelny huragan.

Zobacz też: Świdnickie legendy. O wieży ciśnień i lwie

Gdy wypowiedział te słowa, skrzynia, w której leżał wielki złoty klucz otworzyła się. Czym prędzej chwycił go i pobiegł na górę, aby zdążyć przed północą. Do 00:15 zostało jeszcze kilka minut, więc Wiktor znalazł dobre miejsce na kryjówkę za kanapą. Nagle, gdy wybiła godzina, w której kilka lat wcześniej miał miejsce pożar, duchy zaczęły wychodzić ze ścian, wydając przy tym okrutnie przerażające i strasznie nieprzyjemne dla ucha dźwięki.

Duchy zaczęły rzucać z młodzieńca piorunami, wszystkimi rzeczami, które miały pod ręką, jednak zbroja oraz piorunochrony chroniły go przed atakami. Duchy nie wiedziały w jaki sposób pokonać chłopaka. Nagle Wiktor doszedł do pierścienia i przekręcił go na palcu. W tym momencie cały dom oświetlił się, obudził wszystkich lokatorów na ulicy Spółdzielczej, a wszystkie duchy, które krążyły w budynku uciekły na zawsze.

Za odwagę Wiktora i uratowanie mieszkańców budynku przed duchami zorganizowano na jego cześć ucztę, która trwała przed kolejne 3 dni i noce.

Zobacz też: Świdnickie legendy. O ratuszowej wieży

Na czasie

Brak danych.